Koresh, David *

Przygotowania

Wiele osób, zarówno historyków i świadków, próbowało dokładnie udokumentować wydarzenia które miały swój początek 28 lutego 1993 roku na farmie w Waco, w stanie Teksas. To właśnie wtedy doszło do starcia pomiędzy organami ścigania i grupą religijną, znaną jako Branch Davidians (Gałąź Dawidowa).

Grupa około 76 uzbrojonych agentów z Biura do spraw Alkoholu, Tytoniu, Broni Palnej i Materiałów Wybuchowych (ATF) przygotowywało się ataku na ludzi w drewnianych budynkach na obrzeżach miasteczka Waco w Teksasie. Miejsce to znane było jako Mount Carmel Center i przebywali tam członkowie grupy religijnej którą dowodził David Koresh. Prawdopodobnie w budynkach znajdowały się duże ilości broni palnej i materiałów wybuchowych. Część z nich została nielegalnie przerobiona na broń automatyczną. Właśnie to było powodem interwencji agentów z ATF. Cała tajemnica wyszła na jaw przypadkowo. Podczas rozładunku kurier uszkodził jedną z wielu skrzyń. W środku były granaty ręczne. Kurier niezwłocznie zgłosił ten fakt na policję. Grupa mogła skupować i sprzedawać broń, ale okazało się, że nie robi tego zgodnie z obowiązującymi zasadami. Niektórzy sąsiedzi informowali, że na terenie farmy regularnie odbywają się treningi strzeleckie.

Lokalna gazeta opublikowała serię artykułów na temat podejrzanych interesów jakie prowadził Koresh. Dziennikarze bazowali na doniesieniach byłego członka sekty, Marca Breaulta, który poinformował ich o tym, że na farmie dochodzi do molestowania dzieci i poligamii. Mężczyzna też rozpoczął współpracę z agentami ATF. Dzięki tej współpracy udało się wprowadzić na farmę kilku agentów, którzy podawali się za studentów, zainteresowanych naukami Koresha. Agenci niestety zadawali za dużo niewygodnych pytań i ludzie z bliskiego otoczenia Koresha zaczęli coś podejrzewać. 28 lutego David Koresh wiedział o planowanej zasadzce i nie było już mowy o działaniu z zaskoczenia.

Patrząc na działania agentów i dziennikarzy i tak trudno byłoby utrzymać wszystko w tajemnicy. Dziennikarze przyjechali na miejsce dużo wcześniej niż planowano atak. Agenci liczyli na to, że wczesna pora i fakt, że była to niedziela będzie działało na ich korzyść. Niedziela była dniem modlitwy i podobno magazyny z bronią na farmie były wtedy zamknięte na klucz. Agenci wsiedli do samochodów i pojechali na ranczo, żeby okazać niezbędne dokumenty do zajęcia nielegalnych przedmiotów. Towarzyszył im helikopter z Gwardii Narodowej Stanu Teksas, i jeszcze dwa inne, należące do ATF.

Wszyscy zdawali sobie sprawę z ryzyka jakie podejmowali. Koresh od dawna cierpiał na paranoję. Uważał, że przedstawiciele rządu są wysłannikami Szatana. Wjazd agentów ATF tylko potwierdził jego przepowiednie – zostali zaatakowani przez Babilończyków. Ale tego co się później wydarzyło nikt wcześniej nie przewidział.

Atak

Agenci liczyli na to, że cała akcja przebiegnie szybko i sprawnie. Około godziny 10:00, gdy trzy zespoły szykowały się do wejścia na teren rancza, jeden z agentów podszedł do głównego budynku i zapukał do drzwi. „Pierwszy zespół miał być pod drzwiami w ciągu kilku sekund od wjazdu na teren rancza. Wszystkie grupy szturmowe miały być na swoich pozycjach w ciągu następnych 13 sekund.” – tak opisywał te wydarzenia Clifford Linedecker w swojej książce „Massacre at Waco, Texas”. Agenci przygotowywali się do tej operacji od 8 miesięcy i wszyscy wiedzieli co mają robić – chronić dzieci, unieszkodliwić uzbrojonych dorosłych i zabezpieczyć broń.

Koresh uchylił stalowe drzwi i został poinformowany, że agenci mają przy sobie nakaz przeszukania budynków. Gdy tylko to usłyszał, natychmiast zatrzasnął drzwi i w tym momencie ktoś zaczął strzelać. Nie jest jasne kto pierwszy wystrzelił, ale po chwili obie strony rozpoczęły regularną wymianę ognia. Ci którzy przeżyli, zeznawali później, że kule wpadały przez sufit. Oznaczało to, że agenci strzelali z helikopterów. Z kolei agenci ATF twierdzili, że nikt z tych którzy byli w powietrzu nie oddał strzału. Według niektórych sprawozdań, agenci najpierw zaczęli strzelać do psów biegających po ranczu, żeby utorować sobie drogę i to właśnie rozpoczęło całą strzelaninę. Kobiety zeznały, że własnymi ciałami zasłaniały dzieci, żeby nic złego im się nie stało. Kilku agentów zostało postrzelonych już na samym początku. Wiele strzałów padło w kierunku helikopterów. Jeden z agentów dostał się do środka budynku ale natychmiast został zabity strzałem w głowę. Postrzelono również kilku agentów którym udało się wejść na dach budynku.

Według późniejszych raportów wynikało, że sekta dysponowała ciężką artylerią. Strzały padały również w kierunku samochodów którymi przyjechali dziennikarze. Po chwili w stronę agentów poleciały granaty hukowe i oślepiające. Wyglądało na to, że ludzie Koresha dysponują lepszym uzbrojeniem. Ich przewaga polegała także na tym, że znajdowali się w środku budynków, a agenci byli na zewnątrz, na otwartej przestrzeni. Agenci skupili się na ostrzale stalowych drzwi za którymi ukrywał się Koresh. Postrzelili też kilku ludzi Koresha, którzy byli na wierzy. Pięciu z nich zabili, a czterech mocno zranili. Wtedy nikt już nie zastanawiał się kto pierwszy wystrzelił. Wszyscy wiedzieli, że będą musieli mocno walczyć o przeżycie.

Ostra strzelanina trwała około 2 godziny. Potem ogłoszono rozejm, co pozwoliło agentom ATF zebrać swoich rannych i zabitych. Okazało się, że 20 agentów zostało rannych. Zabezpieczenie medyczne akcji znajdowało się kilka kilometrów od rancza i ranni zostali tam przetransportowani. Niestety dla czterech z nich ta podróż okazała się ostatnią, odnieśli zbyt poważne obrażenia (według niektórych raportów było 20 rannych i 4 zabitych, albo 16 rannych i 4 zabitych).

W czasie napiętego okresu zawieszenia broni, ATF zorganizowało kilka konferencji prasowych. Agenci mieli nadzieję, że Koresh ogląda kanały informacyjne albo słucha radia. Chcieli go poinformować i zapewnić, że nie będzie z ich strony kolejnych ataków. Około 17:00 trzech członków sekty wyszło z budynku i po chwili natrafili na agentów ATF. Mężczyźni ponownie zaczęli strzelać. Agenci zabili jednego z mężczyzn i jednego aresztowali. Trzeci mężczyzna uciekł.  Po tej krótkiej strzelaninie agenci ATF po raz kolejny poprosili Davida Koresha żeby poddał się bez walki. W odpowiedzi usłyszeli cytaty z Pisma Świętego.

Wewnątrz budynków znajdowało się ponad 100 osób, które ślepo wierzyły w to, że David Koresh jest  naznaczony przez Boga i ufali jego słowom. Kilku doradców pracujących dla ATF uważało, że oblężenie rancza może doprowadzić do masowego samobójstwa zebranych tam ludzi. Mimo tych ostrzeżeń, Steven Higgens (dyrektor ATF) nalegał na duży pokaz siły ze strony ATF.

David Koresh szybko skontaktował się z przedstawicielami mediów. Udzielił kilku wywiadów, między innymi dla CNN, gdzie podkreślał poczucie zagrożenia ze strony agentów ATF. Powiedział, że w budynkach jest bardzo dużo dzieci. Dodał także, że został postrzelony i bardzo obficie krwawi. Obawiał się, że może umrzeć. Swoją ranę i krwotok zinterpretował jako spełnienie się proroctwa o śmiertelnie zranionym baranku bożym.

W czasie gdy Koresh rozmawiał z mediami, siły ATF zostało wzmocnione. Na miejscu pojawili się Teksańscy Rangerzy, członkowie FBI Hostage Rescue Team, kilku agentów specjalnych FBI i oddział saperów. Koresh uwolnił czworo dzieci, w wieku 3-6 lat i wszyscy przygotowywali się do nadchodzącej nocy.

Mesjasz

Były członek sekty, Marc Breault, przedstawia w skrócie historię powstania Gałęzi Dawidowej, jako odłamu Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Opowiada też jak David Koresh dochodził do władzy i ją w końcu przejął.

Adwentyści Dnia Siódmego opowiadali się za czystością swojego ciała. Traktowali je jako miejsce, gdzie mieszka Duch Święty. Mieli bardzo surowe zasady dotyczące jedzenia i picia. Wierzyli, że ostateczna bitwa między siłami dobra i zła może nastąpić w każdej chwili. Po tej bitwie tylko wybrani będą świadkami ponownego przyjścia Jezusa Chrystusa i zostaną zbawieni. Niektórzy członkowie chcieli by reguły życia były jeszcze bardziej surowe i kościół rozpadł się na kilka mniejszych sekt.

We wczesnych latach 30-tych XX wieku Victor T. Houteff zaczął głosić o zbliżającej się apokalipsie. Według tego co mówił, został on wybrany by oczyścić kościół i ostatecznie musiał opuścić Adwentystów. Razem z nim odeszła grupka jego wyznawców. W 1935 roku kupili ziemię w pobliżu Waco i nazwali tę działkę Mount Carmel Center. Houteff zmienił nazwę swojej sekty na Adwentystów Siódmego Dnia Dawidowego. Zmarł w 1955 roku i przywództwo nad sektą objęła jego żona Florence. Przepowiedziała ona koniec świata w 1959 roku. Wielu przestraszonych wyznawców przyjechało wtedy na farmę.

17 sierpnia tego samego roku  w Houston w Texasie, urodził się Vernon Wayne Howell. Był synem Bobby’ego Wayne’a Howella i Bonnie Sue Clark. Bonnie urodziła go mając 14 lat. Jeszcze przed jego urodzeniem Bobby poznał inną nastoletnią dziewczynę i zostawił Bonnie samą. Wkrótce Bonnie poznała innego mężczyznę i zaczęła się z nim spotykać. Był agresywnym i nadużywającym alkoholu człowiekiem. W 1963 roku Bonie zostawiła Vernona pod opieką jego babki, Earline Clark. Po czterech latach kobieta wróciła po syna. Była już wtedy żoną stolarza, Roya Haldemana. W 1966 roku urodził im się syn, Robert.

Vernon poznał swojego prawdziwego ojca gdy miał 17 lat. Zawsze wspominał swoje dzieciństwo jako spędzone w samotności. Miał problemy z nauką i dysleksją i dlatego zawsze trafiał do klas specjalnych. Koledzy wołali na niego „Vernie”.

Gdy miał 19 lat nawrócił się na chrześcijaństwo w Kościele Południowych Baptystów. Wkrótce potem dołączył do kościoła swojej matki, czyli Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Wtedy też Vernon zakochał się w córce pastora. W czasie modlitwy z prośbą o wskazówki, otworzył oczy i zobaczył Biblię otwartą na Księdze Izajasza, 34:16, gdzie było napisane „żadna z nich nie pozostanie bez drugiej”. Odczytał to jako znak od Boga i natychmiast porozmawiał z pastorem. Przekonywał go, że Bóg chce, by Vernon wziął jego córkę za żonę. Pastor wyrzucił go za drzwi i gdy Vernon nadal się naprzykrzał, został usunięty ze zgromadzenia.

Gdy okazało się, że w 1959 roku nie było żadnego końca świata powstała kolejna grupa rozczarowanych wyznawców. Pod swoje skrzydła wziął ich Benjamin Boden i nazwał ich na początku Gałęzią, a później Gałęzią Dawidową. Po śmierci Bodena przywództwo objęła jego żona Lois. W 1983 roku do grupy dołączył charyzmatyczny, wyluzowany i przystojny Vernon J. Howell. Howell potrafił przytoczyć dowolny fragment Biblii i omawiać go bez końca, o każdej porze dnia czy nocy. Wydawał się inteligentnym facetem, a nawet natchnionym. Jego głównym przeciwnikiem do objęcia przywództwa był syn Lois Boden, George. To on zamierzał być kolejnym przywódcą, bez względu na to, jak czarujący był Howell. Mesjasz mógł być tylko jeden.

W końcu doszło do konfrontacji między mężczyznami. Howell oczarował Lois i został jej kochankiem. Twierdził, że właśnie taki jest boski plan, że to oni mają razem wydać potomka. Niestety nie udało im się zostać rodzicami. Każdy z mężczyzn twierdził, że ma wyłączny dostęp do biblijnych objawień. Mieli swoich zwolenników. Howell twierdził, że był „siódmym posłańcem Boga” i to on rozpocznie lawinę wydarzeń która doprowadzi do apokalipsy. W pewnym sensie miał rację, przynajmniej jeśli chodzi o jego grupę.

Lois zmarła w 1986 roku i George zmusił Howella do opuszczenia grupy. Vernon odszedł, ale po pewnym czasie wrócił i ponownie doszło do konfrontacji. George wykopał zwłoki swojej matki i rzucił wyzwanie Vernonowi. Howell miał udowodnić, że jest wybrańcem i wskrzesić martwą kobietę.  Howell postanowił wykorzystać ten fakt, żeby na dobre pozbyć się George’a. Razem z kilkoma mężczyznami zrobili zdjęcia wykopanych zwłok, które później dostarczyli szeryfowi. Podczas tej akcji wywiązała się między nimi strzelanina, ale o dziwo nikt w niej nie ucierpiał. George Boden trafił później do więzienia, ale postawiono mu inne zarzuty. Podczas procesu George Boden poprosił o wniesienie na salę zwłok jego matki, ponieważ chciał udowodnić swoje wielkie moce. W końcu mężczyzna trafił do szpitala psychiatrycznego. Wtedy Vernon Howell miał wolną drogę do przejęcia władzy w sekcie.

Pewnego dnia miał natchnienie i postanowił rozdzielić mężów i żony. Wszystkie kobiety uznał za „swoje”. Każdej z nich dał Gwiazdę Dawida, która symbolizowała fakt, że są jego własnością i była przeznaczona by służyć Panu. „Panem” był oczywiście Vernon Howell.

Howell twierdził, że jako wybranek Boga musi rozsiewać swoje nasienie i stworzyć boską armię. Mężczyzn w swojej sekcie nazwał „Potężnymi Ludźmi” – strażnikami łoża Króla Salomona. Byli oni jego żołnierzami. W tamtym czasie w swoim haremie miał około 15 kobiet i dziewcząt. Najmłodsze z nich miały po 12 lat.

W 1990 roku Vernon Howell zmienił nazwisko na David Koresh.
Koresh to biblijna nazwa króla imperium Perskiego, Cyrusa II Wielkiego. Był on nazywany mesjaszem, ponieważ zezwolił Żydom na wyjście z niewoli babilońskiej i odbudowę Jerozolimy. Cyrus nazywał siebie „królem całego świata” i „Królem Królów”.
Według Vernona, nowe nazwisko i imię oznaczało, że jest duchowym spadkobiercą Króla Dawida, mesjanistyczną postacią wykonującą zleconą przez Boga misję, a jego nazwisko oznacza „śmierć”.

Wprowadził surowe zasady według których żyli jego wyznawcy. Codziennie wygłaszał długie kazania. Sam jednak do tych zasad się nie stosował. Mógł jeść zakazane dla innych jedzenie, spać do południa i pić alkohol.

Od 1992 roku zaczął nauczać swoich wyznawców o męczeństwie dla wyższej sprawy. Rozpoczął też gromadzenie żywności i broni. Chciał być gotowy na odparcie ataków z zewnątrz. W krótkim czasie zgromadzili zapasy jedzenia pozwalające im przetrwać ponad rok oblężenia. Koresh wymagał od swoich ludzi deklaracji jak wiele są w stanie poświęcić obronie prawdziwej wiary. Według niego, jedynym sposobem służenia Bogu była gotowość na śmierć. Koresh dużo rozmawiał z dziećmi i tłumaczył im, że pewnego dnia będzie wymagane od nich popełnienie samobójstwa. Instruował je jak to zrobić używając cyjanku lub pistoletu. Zmienił również nazwę rancza. Teraz było to Ranczo Apokalipsy.

FBI przybywa

Funkcjonariusze ATF przebywali przy ranczu już od kilku dni. Rząd postanowił utworzyć zespół zarządzania kryzysowego, który miał przejąć rozmowy z członkami Gałęzi Dawidowej. W październiku tego samego roku FBI opisało swój plan działania w „Raporcie dla Zastępcy Prokuratora Generalnego na temat wydarzeń w Waco, Texas”. Chodziło o szybkie działania. Wybrano ludzi do zespołu i podano jakie środki będą potrzebne. W skład zespołu wchodzili negocjatorzy, personel taktyczny, grupy wsparcia, lokalne służby porządkowe, konsultanci i ludzie do kontaktu z mediami. Dowodzenie całą akcją przejął agent specjalny Jeffrey Jamar.

Następnego dnia, około godziny 17:00 FBI miało już wszystko przygotowane. Główną bazę ulokowano w hangarze na terenie byłej bazy sił powietrznych, około 2 kilometrów od rancza.

Negocjacje nadzorował Zespół Negocjacji w Sprawach Krytycznych. Jeden z agentów rozmawiał przez telefon z przedstawicielem sekty na ranczu i w tym samym czasie cały zespół negocjatorów pomagał agentowi prowadzić rozmowę. Pod koniec każdego dnia sporządzano dokładny raport. Były one posegregowane w kopertach, żeby każdy kto potrzebował szybkiej i konkretnej informacji mógł ją od razu znaleźć.

Początkowo rozmowy z Davidem Koreshem prowadził agent specjalny ATF James Cavanaugh. Później rozmowy przejął porucznik Larry Lynch z Departamentu Policji w Waco. Lynch rozmawiał głównie z dwoma zaufanymi ludźmi Koresha, Stevem Schneiderem i Waynem Martinem. Wayne Martin był adwokatem.

Po tym jak ludzie z rancza skontaktowali się z mediami, telefoniczne połączenia wychodzące z rancza zostały przekierowane w ten sposób, że teraz każdy telefon z rancza łączył się z negocjatorem FBI. Następnego dnia trzech negocjatorów FBI utrzymywało stały kontakt z około 15 członkami sekty, ale później kontakty te przejęli Schneider i sam Koresh.

Na miejsce przybył również Zespół do Ratowania Zakładników (Hostage Rescue Team – HTR). Jego zadaniem było kontrolowanie terenu wokół rancza. Według Christophera Whitcomba, negocjatorzy starali się rozwiązać konflikt w sposób pokojowy, natomiast członkowie HTR byli gotowy do działań zbrojnych. Negocjatorzy uważali, że przygotowania do ataku ze strony HTR było potwierdzeniem przepowiedni wygłaszanych przez Koresha i tym samym umacniało go w roli przywódcy. Z drugiej strony, członkowie HTR twierdzili, że właśnie mocny i konkretny atak na sektę osłabiłby pozycję Koresha w oczach jego wyznawców.

David Koresh poinformował FBI, że został trafiony dwiema kulami. Jedna uszkodziła mu biodro, druga przebiła lewy nadgarstek. Odmówił jakiejkolwiek pomocy medycznej. W tym samym dniu uwolnił dziesięcioro dzieci, w tym jedno niemowlę. Z każdym dniem agenci FBI coraz mocniej wierzyli, że David Koresh się podda. Konsultant psychologiczny uważał natomiast, że David Koresh nigdy się nie podda – przecież Bóg nie mógł trafić do więzienia.

W końcu Koresh zorientował się, że nie może dodzwonić się do nikogo poza negocjatorem FBI. Mocno go to zdenerwowało i zagroził zwiększeniem przemocy. W oknach i na murach wywieszono transparenty skierowane do mediów. Jednocześnie zapewniał wszystkich którzy go pytali, że nie ma planów samobójczych. Ogłosił, że wypuści wszystkich jeśli jego przesłanie zostanie wysłane do całego narodu. Na znak dobrej woli wypuścił z rancza jeszcze kilkoro dzieci.

FBI również postanowiło zrobić coś dobrego ze swojej strony. Przygotowali się do transmisji telewizyjnej która miała być 2 marca. W międzyczasie funkcjonariusze U.S. Marschals przygotowywali się do zatrzymania dużej grupy członków sekty. David Koresh miał dostarczyć im godzinne nagranie na taśmie wideo. O 8:00 taśma była gotowa. Koresh wypuścił wtedy również dwójkę dzieci i dwoje dorosłych.

Kilka chrześcijańskich stacji radiowych rozpoczęło transmisję przemówienia Koresha. Negocjatorzy opracowywali plan kapitulacji sekty. David Koresh miał zostać wyniesiony na noszach, jako pierwszy. Później, co dwie minuty, Schneider miał wypuszczać kolejnych ludzi. Przygotowano pojazdy które miały ich odbierać.

Po południu Koresh zapewnił negocjatorów, że z jego strony plan jest realizowany. Chciał jeszcze tylko pomodlić się ze swoimi ludźmi.

Około 18:00 Koresh przekazał, że Bóg kazał mu jeszcze czekać. Tego dnia nie będzie kapitulacji. Cały wieczór upłynął na czytaniu Biblii.

Funkcjonariusze FBI zdali sobie sprawę, że wszystko wygląda inaczej niż planowali. Nawet jeśli Koresh zaprzeczał planom samobójczym, to z pewnością miał jakiś plan. Według jednego z jego zwolenników, Koresh wierzył, że niedługo umrze. Poinstruował swoich ludzi co mają zrobić gdy tak się stanie.

Członkowie sekty mieli wynieść go na noszach na zewnątrz. Wszyscy mieli mieć ze sobą karabiny i mieli zacząć strzelać w kierunku policjantów i agentów FBI. Mieli zabić jak najwięcej ludzi. Sami także mieli zginąć od kul ze strony „Bestii”. Koresh poinstruował też swoich ludzi, żeby mieli przy sobie granaty ręczne. Mieli poczekać, aż zostaną otoczeni przez dużą grupę „Bestii” i wtedy wyciągnąć zawleczkę. Wszyscy mieli zginąć i zabrać ze sobą jak najwięcej policjantów i agentów FBI i ATF.

Później David Koresh zmienił zdanie. Prawdopodobnie dlatego, że poczuł się lepiej i wizja śmierci nieco się oddaliła. Podczas modlitwy Koresh powiedział, że nie powinni się teraz poddawać. To była jego wina, ponieważ zgrzeszył, napił się whisky i zjadł zakazane jedzenie. Przez jego zachowanie nikt z nich nie zostanie teraz zbawiony. Wszyscy mieli czekać na dalsze instrukcje.

Oblężenie

Następnego dnia David powtórzył, że jego rozkazy pochodzą od Boga. Wypuścił z rancza jedno dziecko i dziewięć szczeniaków. Potem zaproponował kolejne interpretacje Pisma Świętego. Przekazał agentom FBI, że jeśli jego „Szef” zechce ich ukarać za to co zrobili, to będzie początek trzeciej wojny światowej.

Negocjatorzy byli już mocno znudzeni wysłuchiwaniem jego długich i nudnych wywodów, ale cierpliwie go słuchali, ponieważ chcieli wyciągnąć z sekty jak najwięcej dzieci. David Koresh zaznaczył, że jego własne dzieci nie opuszczą rancza.

Agenci zdali sobie sprawę, że ten człowiek staje się nieprzewidywalny. Negocjatorzy konsultowali się z kilkoma specjalistami od zdrowia psychicznego i religii, ale nie doszli do żadnych ważnych wniosków, poza tym, że David Koresh może być niebezpieczny.

Od tamtych wydarzeń wielu naukowców próbowało zrozumieć sytuację w jakiej byli agenci i członkowie sekty. Wielu z nich obwinia FBI za brak zrozumienia sytuacji. Według Wessingera, gdyby tylko agenci FBI zapoznali się z fragmentami Pisma Świętego przytaczanymi przez Koresha, to wiedzieliby co on chciał im przekazać.

Jane Docherty, ekspertka od rozwiązywania konfliktów, twierdzi, że badania nad grupami religijnymi wskazują, że skłonność do millenijnych religijnych przemyśleń wydaje się odciśnięta w ludzkiej psychice. Grupa Gałęzi Dawidowej prawdopodobnie nie stałaby się agresywna, gdyby nie nalot ATF na ich ranczo.

Psychiatra Park Dietz również pojawił się na miejscu. Zapoznał się ze wszystkimi raportami i stwierdził, że David Koresh wydaje się mieć cechy antyspołeczne i narcystyczne. Cierpi również na paranoje i urojenia. Na krótką chwilę można było polegać na jego racjonalnej stronie osobowości, ale wcześniej czy później jego psychopatologia przejmie kontrolę. Mógłby stać się niebezpieczny. Najlepszym podejściem było potwierdzenie jego idei i przekonanie go, że jego misja jeszcze nie została zakończona. Dietz uprzedzał agentów żeby byli konsekwentni, ale dla negocjatorów stało się jasne, że w kontaktach z Koreshem wiele stracili przez zły osąd sytuacji.

Pete Smerick, analityk śledczy, napisał raport do centrali FBI w Wirginii, w którym stwierdził, że dowodzący akcją zbyt szybko zmierzają w stronę siłowego rozwiązania konfliktu. Radził wycofać oddziały HRT, które tylko zaogniały sytuację.

„Przez lata David Koresh robił swoim wyznawcom pranie mózgów w walce między kościołem i ich wrogami. 28 lutego jego proroctwo się spełniło. Koresh wciąż był w stanie przekonać swoich wyznawców że koniec jest bliski, tak jak przepowiadał. Ich wrogowie otoczą ich i zabiją wszystkich.”

W tym przypadku bezcelowe było stosowanie taktyki dotyczącej ratowania porwanych zakładników. Agenci nie mieli do czynienia z przestępcą, ale z fanatykiem religijnym, który miał po swojej stronie wyznawców. Oni zrobią wszystko co im powie. Jeszcze gorszy od pokazu siły ze strony FBI, było ich zachowanie w momencie gdy David Koresh robił jakiś dobry uczynek. Kiedy wysyłał ludzi na zewnątrz, Jamar rozkazywał odłączać prąd i puszczał głośną muzykę. David był tym wszystkim wyraźnie zdenerwowany i nic dziwnego, że wierzył w to, że Bóg nakazał mu stawiać opór, a nie poddawać się. Agenci walczyli z jego boskością, starali się go osłabić, więc on sięgał po wszystkie symbole swojej mocy. W tej sytuacji nikt nie mógł być wygranym.

Przez 51 dni oblężenia różne zespoły negocjatorów próbowały rozwiązać sprawę pokojowo i uratować jak największą ilość osób. Zdawali sobie doskonale sprawę, że dla ludzi  z HRT i dla wojskowych byli po prostu „mięczakami”, ale wiedzieli że takie mają zadanie.

Każdego dnia negocjatorzy dostawali setki listów z podpowiedziami i dobrymi radami od „ekspertów” z całego kraju. Niektórzy z nich przyjechali również na miejsce.

 Pewien człowiek napisał listo do Koresha. Miał nadzieję, że agenci dostarczą go Davidowi. Pisał w nim, że David źle rozumie Pismo Święte i wskazał kilka fragmentów, które miały wskazać, co Bóg naprawdę mówi. Inni ludzie chcieli dostać się na ranczo i razem z Koreshem dyskutować na temat Pisma Świętego. Wszyscy mieli chyba dobre intencje, ale nie wszyscy rozumieli jakim człowiekiem był David Koresh. Wierzyli, że będą potrafili przekonać go do innego spojrzenia i on później po prostu się podda. Kilka bardziej agresywnych osób chciało dostać się tam siłą lub podstępem. Dwóm mężczyznom to się udało. Weszli na teren rancza i zostali wpuszczeni. Opuścili ranczo przed końcem oblężenia.

Pewien człowiek przyjechał z Florydy, podawał się za brata Jezusa i koniecznie chciał porozmawiać z Koreshem. Inny mężczyzna przedstawiał się jako sam Jezus i chciał wyjaśnić Koreshowi kim naprawdę był Chrystus. Pewien znany pastor twierdził, że David Koresh był opętany przez demona i potrzebował egzorcyzmów które zaoferował się osobiście odprawić.

 Negocjatorzy zauważyli, że David Koresh wypuszcza z rancza coraz mniej osób. Przewidywali, że z tymi którzy pozostali, David Koresh będzie przebywał na ranczu jeszcze bardzo długo, być może nawet przez rok. Był na to przygotowany, miał zgromadzone zapasy jedzenia i wody. Najgorsze dla mieszkańców rancza wydawały się zimne noce, bez elektryczności. Ale dzielnie to znosili. Jedyne o co prosili agentów FBI, to mleko dla dzieci. Te prośby były zawsze spełniane.

Negocjatorzy ciężko pracowali nad rozwiązaniem tej sytuacji. Wpadli na pomysł, który opierał się na tym, na czym chyba najbardziej zależało Davidowi Koreshowi. Wiedzieli, że wygrał sprawę w sądzie z Bodenem i że cieszy się teraz popularnością. Wiedzieli, że to agenci ATF zaatakowali ranczo i David mógł wnieść sprawę do sądu i wygrać. Wtedy stałby się jeszcze bardziej popularny i przyciągnąłby do siebie znacznie więcej zwolenników. Gałąź Dawidowa stałaby się sławna na całym świecie. W zasadzie to już tak było. Byli już na okładkach największych magazynów informacyjnych i patrzył na nich cały świat. Koresh mógł to wykorzystać dla siebie i swoich zwolenników, wyznawców.

Gdy przekazywali mu te informacje, byli świadomi także tego, że on wie że ma również inne problemy. Tymi problemami byli martwi agenci ATF, oskarżenia o poligamię i molestowanie dzieci.

Jego doktryna zezwalała na małżeństwa z kobietami wolnymi, ale także z tymi które miały już mężów. Koresh miał objawienie, które zakładało spłodzenie 24 dzieci z wybranymi kobietami z Gałęzi Dawidowej. Te 24 dzieci miało stać się grupą rządzącą podczas ponownego przyjścia Chrystusa na Ziemię. Wśród tych 24 wybranych kobiet znalazła się nieletnia Michelle Jones, która była młodszą siostrą żony Davida, Rachel.

Byli członkowie sekty zeznali, że David szybko tracił cierpliwość gdy jego syn zaczynał płakać. Zabierał go wtedy do sypialni i przez kilka minut wymierzał mu klapsy na gołe ciało.

Agenci ATF zarzucali mu także to, że był ojcem dzieci które były owocem zbliżeń z nieletnimi dziewczynkami.

W raporcie Departamentu Sprawiedliwości z 1993 roku stwierdzono, że agenci ATF nie mieli uprawnień w kwestii ochrony dzieci. Zarzuty te zostały nagłośnione przez ATF tylko po to, żeby zaognić i tak już napiętą sytuację.

Wiedzieli, że był świadomy tego, że sprawy nie potoczą się tak łatwo jak oni to przedstawiali. FBI nagrało taśmy z dziećmi, które opuściły ranczo. Agenci chcieli mu pokazać, że te dzieci otoczono troską i że nic złego im się nie stało. Dzieci apelowały do swoich rodziców, by opuścili ranczo. Za każdym razem gdy zapraszali dziennikarzy na transmisję telewizyjną to włączali prąd na ranczu, żeby David Koresh i jego wyznawcy mogli to zobaczyć w TV i usłyszeć w radio. Agenci zapewniali, że martwią się o ich bezpieczeństwo i wyjaśniali wszelkie nieścisłości  i plotki.

Inna sztuczka polegała na nagrywaniu rozmów telefonicznych z samym Koreshem. Gdy David mówił coś kontrowersyjnego lub sprzecznego z tym co powszechnie głosił, wtedy agenci puszczali te fragmenty przez głośniki. Jego wyznawcy mogli to usłyszeć na własne uszy. Mieli nadzieję, że niektórzy z nich, a zwłaszcza ci najwierniejsi, gdy usłyszą niekonsekwencję to zwątpią w jego przywództwo.

9 marca David Koresh rozesłał nagranie wideo. Na taśmie, on i Schneider przeprowadzali wywiady z ludźmi przebywającymi na terenie rancza. Każdy z rozmówców wyraził zdecydowane pragnienie pozostania na ranczu. Nikt nie miał zamiaru wychodzić, chyba że taka będzie wola Boga.

Ostatecznie to David Koresh miał kontrolę nad wydarzeniami. To on decydował kiedy będzie coś negocjował, a kiedy nie. Agenci FBI musieli tam siedzieć i czekać.

Niecierpliwość rodzi gniew

12 marca Kathy Schroeder opuściła ranczo. Gdy zapytano ją czy planowała samobójstwo, kobieta zaprzeczyła. Powiedziała również, że niektórzy ludzie chcieli opuścić ranczo, ale bali się Koresha. Nie wyszliby dopóki on by im tego nie powiedział. Oznaczało to, że David może mieć plan, który opierał na tym, że wszyscy są mu podporządkowani.

Agent specjalny Jamar zdecydował, żeby na dobre odciąć wszystkie linie energetyczne. Ta decyzja zdenerwowała ludzi na ranczu, ale także negocjatorów. Koresh słusznie nazwał to aktem złej woli. Schneider przekazał informację, że ranczo miały opuścić kolejne trzy osoby, ale jednak zostaną one w środku. Kilka dni później zainstalowano mocne oświetlenie, które włączano w nocy, żeby uprzykrzać sen członkom sekty. Podkręcono również poziom głośności muzyki puszczanej z głośników. Były to śpiewy tybetańskich mnichów, dźwięk dud, odgłosy wydawane przez mewy, dźwięk helikopterów, odgłosy wierteł dentystycznych, odgłosy syren alarmowych, a także skowyt zabijanych królików. Z głośników puszczano również nagrania jadącego pociągu, utwory Alice Coopera i Nancy Sinatry. Pewien zespól rockowy zaoferował swój koncert, ale propozycja została odrzucona.

Kolejnym krokiem było opróżnienie zbiorników z paliwem. W międzyczasie ranczo opuściło kilkoro dorosłych, ale David powiedział, że już nikogo więcej nie wyśle na zewnątrz. Mniej więcej w tym samym momencie głośniki z muzyką przestały działać. Po jakimś czasie udało się je ponownie uruchomić.

Zespół zarządzania kryzysowego zauważył, że David Koresh nie określił żadnych ram czasowych na poddanie, więc stan oczekiwania mógł być nieokreślony. Wtedy pojawił się pomysł wrzucenia na teren rancza granatów z gazem łzawiącym. Negocjatorzy chcieli tego uniknąć i złożyli Koreshowi propozycję: gdy trafi do więzienia, będzie mógł komunikować się ze swoimi wyznawcami i mógłby przeprowadzić ogólnoświatową transmisję w CNN. Żeby propozycja doszła do skutku, Koresh i jego zwolennicy musieli opuścić ranczo następnego dnia, 23 marca, do godziny 10:00.

Koresh odrzucił tę propozycję. W tym momencie kolejnym problemem stawało się coraz bardziej agresywne nastawienie Schneidera. W centrum dowodzenia przewidywano jakieś kłopoty z tym związane.

25 marca FBI postawiło ultimatum. Do końca dnia ranczo miało opuścić 20 osób. W innym wypadku agenci zaczną przygotowywać się do akcji. Gdy nikt z rancza się nie pojawił, FBI usunęło motocykle i inne pojazdy z terenu przed wjazdem na ranczo.

Dwa dni później, podczas rozmowy telefonicznej, Schneider zaprzeczył samozwańczej boskości Koresha i zasugerował, że FBI mogłoby spalić budynek, żeby wydostać ze środka ludzi. Ta rozmowa wydawała się dziwna i zagadkowa, ale mogła być wskazówką na temat rozmów, które prowadzili między sobie ludzie w środku budynku. Przez kolejnych kilka dni trwały spotkania Koresha, Schneidera i dwóch prawników. Jednego z nich opłaciła matka Davida. Później David stwierdził, że chciałby na ranczu spędzić święto Paschy. Koresh był przywódcą religijnym i FBI zgodziło się na tę propozycję.

Gdy święto zbliżało się ku końcowi, Koresh ogłosił, że będzie obchodził je jeszcze raz, przez kolejne 7 dni. Święto Paschy oficjalnie się zakończyło, ale nikt nie dyskutował z Koreshem. Po raz kolejny pokazał do kogo należy ostatnie zdanie.

Wtedy już wszyscy zadali sobie sprawę, że to wszystko będzie się ciągnęło bez końca. Po jednym zdarzeniu będzie kolejne, i potem jeszcze kolejne. W ciągu kolejnych dni David napisał kilka listów w których oświadczał, że nigdy się nie podda i nie opuści rancza dobrowolnie.

10 kwietnia wrócono do dyskusji na temat zastosowania gazu łzawiącego. Pomysł przedstawiono Janet Reno, nowej Prokurator Generalnej. Reno poprosiła o informację na temat działania gazu łzawiącego i jego skutków ubocznych. Bardzo ważną informacją było to, czy gaz jest szkodliwy dla dzieci. Wszyscy zapewnili ją, że nie jest szkodliwy.

FBI chciało użyć gazu typu CS (substancją drażniącą jest o-chlorobenzylidenomalononitryl). FBI twierdziło, że jest to gaz niepalny, ale inne źródła podają, że jest on łatwopalny. Agenci FBI nie spodziewali się ognia i dlatego zakładali, że zagrożenie pożarem i wybuchem jest niewielkie. Wewnątrz budynku, żeby się dogrzać i czytać, członkowie grupy używali lamp naftowych. Nikt nie brał tego pod uwagę, a zapewne też nikt w ogóle o tym nie pomyślał.

Podczas tych ustaleń nadal trwały rozmowy telefoniczne z Koreshem, ale teraz przekazywał on tylko swój „biblijny bełkot” i negocjacje utknęły w martwym punkcie. Koresh twierdził, że teraz potrzebuje czasu, żeby napisać pracę na temat Siedmiu Pieczęci i właśnie nad tym pracuje. Poprosił o materiały do tej pracy i FBI dostarczyło mu wszystko czego potrzebował.

Koresh ukończył swoją pracę 16 kwietnia. Nadal pozostawał w budynku. W międzyczasie ranczo opuściło kilka osób. Zeznali oni, że Koresh ukończył pracę dopiero nad pierwszą pieczęcią. Według FBI, Koresh napisał całą pracę i nadal nie chce współpracować. Na tym etapie uznano, że nie można wierzyć w żadne obietnice Koresha.

17 kwietnia Janet Reno zgodziła się na użycie gazu CS. Chciała zakończyć oblężenie, trwające już 6 tygodni. Uznała, że negocjatorzy niczego więcej nie osiągną. Warunki sanitarne na ranczu pogarszały się. Jej głównym zmartwieniem było 23 dzieci które nadal przebywały na ranczu. Poza tym, cała operacja pochłaniała wiele pieniędzy i nie miała przewidywalnego końca. Gaz łzawiący nie był przyjemnym rozwiązaniem, ale z drugiej strony, nikomu też nie zrobiłby większej krzywdy. Funkcjonariusze HRT zostali poinstruowali, żeby wpuszczać gaz stopniowo przez 48 godzin. Później mieli być w gotowości by wyłapywać ludzi wychodzących z budynków. Uzyskano nakazy aresztowania dla każdej osoby o której wiedziano, że jest w środku. Również nakaz przeszukania kompleksu był gotowy. Przygotowano kilka zespołów do zmycia gazu z dzieci wychodzących z budynków i przewiezienia ich w bezpieczne miejsce.

18 kwietnia rozpoczęto usuwanie pojazdów sekty sprzed wejścia do głównego budynku. Ta akcja spowodowała duże napięcie i zdenerwowała Koresha, zwłaszcza gdy usunięto jego czarne Camaro. Zadzwonił do centrum dowodzenia i powiedział: „Jeśli nie przestaniecie tego robić, to może być najgorszy dzień w historii egzekwowania prawa.”

W jednym z okien wywieszono szmatę z napisem „Płomienie czekają.” To nie była dobra wiadomość. Negocjatorzy nie byli pewni co to oznacza, ale wiedzieli, że Koresh ma jakiś plan. Już wkrótce mieli się o tym przekonać.

Apokalipsa

19 kwietnia, chwilę po wschodzie słońca, FBI zadzwoniło do kompleksu i przekazało im plan działania na dzisiejszy dzień. Ta informacja miała skłonić ludzi z rancza, żeby je opuścili. Nie była to najlepsza taktyka, ale po przekazaniu im informacji, w razie braku reakcji, FBI mogło wykonać kolejny krok, czyli atak na ranczo. Wszyscy wierzyli, że nikt długo nie wytrzyma przebywania w oparach gazu łzawiącego. Gaz podrażniał oczy, skórę, bardzo utrudniał oddychanie. Każdy rozsądny człowiek szukałby sposobu, żeby uniknąć przebywania w takim miejscu.

Kilka minut po pierwszym telefonie, na teren rancza wjechały dwa wozy bojowe. Wybito dziury w ścianach budynków i zaczęto wpuszczać gaz. W pogotowiu czekał czołg typu Abrams i dziewięć bojowych wozów rozpoznawczych typu Bradley. Nad kompleksem latały helikoptery wojskowe i z góry fotografowano i nagrywano całą akcję. Wszyscy mieli rozkazy przerwania akcji jeśli bezpieczeństwo dzieci byłoby zagrożone.

Nagle członkowie sekty zaczęli strzelać w kierunku czołgu i samochodów bojowych. Nie przerwano wtłaczania gazu łzawiącego. Przez okna wrzucano dodatkowo granaty z gazem. Ściany budynków nie były w stanie oprzeć się naporowi czołgu i wszędzie tam gdzie on wjechał, pozostawały wielkie dziury. Następnie pojazdy wycofały się na godzinę w celu uzupełnienia amunicji, gazu i paliwa i ponownie ruszyły do ataku. Członkowie sekty odpowiedzieli jeszcze większą ilością strzałów. Przez główne drzwi wyrzucono również telefon. Był to znak, że wszelkie negocjacje i próby kontaktu zostały definitywnie zakończone. Ludzie którzy przeżyli to oblężenie, zeznawali później, że linie telefoniczną uszkodził czołg i to było powodem zerwania kontaktów.

Tego ranka wiał silny wiatr i nie pomagało to w przeprowadzeniu akcji. Agenci FBI co jakiś czas wzywali członków sekty do opuszczenia rancza. Mieli nadzieję, że chociaż kobiety z dziećmi to zrobią. Zapewniali, że nikomu z nich nie stanie się krzywda, ale członkowie sekty widzieli, że kilku ich współtowarzyszy zostało prowadzonych w kajdankach i pomarańczowych kombinezonach więziennych. Z jednej strony był to pokaz siły, ale również był to błąd taktyczny.

Po południu budynki zaczęły się palić. Ogień szybko się rozprzestrzeniał. Agenci znajdujący się w pobliżu, słyszeli strzały ze środka płonących budynków. Podejrzewano, że przebywający w środku ludzie postanowili popełnić zbiorowe samobójstwo. Kilka dużych eksplozji spowodowało, że cała okolica została zalana przez czarny, gęsty dym. Helikoptery nadal latały nad kompleksem i wszystko rejestrowały, ale nikt nie wiedział co dzieje się w środku. Nikt nie mógł stwierdzić jak niebezpieczne może być zbliżenie się do budynków.

Przez megafony ponownie wezwano Koresha do opuszczenia budynku lub wypuszczenia ludzi. Na zewnątrz wyszło 9 osób. Jedna kobieta, na której paliło się ubranie, po chwili postanowiła wrócić do środka. Została złapana przez agenta ATF i odprowadzona w bezpieczne miejsce.

Na miejscu pojawiła się straż pożarna, ale agenci FBI kazali im trzymać się z bezpiecznej odległości od strzałów z broni i ewentualnych, kolejnych eksplozji. Około 12:45 weszli do budynku i znaleźli wiele spopielonych zwłok. Większość z nich nie nadawała się do szybkiej identyfikacji. Negocjatorzy, którzy pracowali wiele dni żeby zapewnić pokojowe rozwiązanie, byli wstrząśnięci. Przewidywali, że może do tego dojść jeśli zostaną użyte rozwiązania siłowe, ale mimo wszystko nie spodziewali się aż takiej skali.

W końcu nadszedł czas na badanie miejsca zbrodni. W tym celu wezwano kolejną ekipę. Agenci którzy skończyli swoją pracę opuścili ranczo i wrócili do domów. Zdawali sobie sprawę, że teraz zaczną się pytania o całą akcję.

Po wszystkim

Pod koniec dnia odnaleziono 80 ciał, w tym 23 dzieci poniżej 16 roku życia. David Koresh był ojcem 14 z nich. Przez pewien czas krążyły plotki, że Koresh uciekł z rancza podziemnymi korytarzami. Później odnaleziono jego zwłoki, które zidentyfikowano na podstawie dokumentacji dentystycznej. Został postrzelony w głowę.

Wiele ofiar zmarło od ran postrzałowych, jedno z dzieci miało wiele ran kłutych. Na miejscu znaleziono ponad 100 sztuk broni palnej i około 400 tyś sztuk amunicji. Większość z nich było jeszcze w plastikowych, zamkniętych opakowaniach i wyglądało na to, że były przygotowane do wysyłki. Ale to tylko domysły.

Nie minęło wiele czasu gdy z obu stron posypały się oskarżenia co do tego kto wzniecił pożar. FBI przedstawiło swoje dowody. Z zapisu wideo wynikało, że ludzie wewnątrz budynku żartowali dzień wcześniej o „zapaleniu się”. W dniu pożaru nagrano wydawanie rozkazów typu „rozprowadzić paliwo” i „zapalić pochodnie”. Z kolei ludzie którzy opuścili ranczo twierdzili, że nigdy nie było mowy i nie było planu zbiorowego samobójstwa. Nie potrafili jednak wyjaśnić dlaczego Koresh odmawiał wyjścia po tym, jak FBI zaczęło wtłaczać gaz łzawiący.

Późniejsze śledztwo wykazało, że pożar miał trzy punkty zapalne. To nie mógł być przypadek. Jeden z pojemników z paliwem, który mógł wzniecić pożar i którego używało FBI, został znaleziony w zbiorniku z wodą, więc to nie on był przyczyną pojawienia się ognia. Do pożaru mogła przyczynić się duża ilość gazu łzawiącego, jeśli był on łatwopalny. Może to czołg i samochody które rozbijały ściany budynków przewróciły palące się lampy naftowe? Jeśli tak, to ogień powinien pojawić się znacznie wcześniej. Nikt nie znał satysfakcjonujących odpowiedzi, ale każda ze stron obwiniała drugą.

Nie było jednak wątpliwości co do tego, że atak zaplanowany przez ATF był źle przeprowadzony i nawet niepotrzebny. Koresh mógł być aresztowany z dala od rancza. Jeśli agenci ATF uważali, że tylko atak z zaskoczenia może się udać, to powinni zakończyć akcję od razu gdy element zaskoczenia się nie udał. Powinni przygotować inny plan.

Agenci ATF podjęli jeszcze jedną kontrowersyjną decyzję. 12 maja, niecały miesiąc po akcji, postanowiono zburzyć całe ranczo. Jeśli po pożarze zostały jeszcze jakieś wskazówki które można było zbadać, to teraz było już na to za późno.

Zaraz po zdarzeniu, większość amerykanów obwiniała członków sekty o to co się tam stało. Z czasem nastroje nieco się zmieniły i niektórzy radykałowie zdecydowali nawet, że powinna być jakaś zemsta. Zaledwie dwa lata po tamtych wydarzeniach, w rocznicę wybuchu pożaru, Timothy McVeigh podstawił ciężarówkę wypełnioną materiałami wybuchowymi pod budynkiem federalnym im. Alfreda P. Murrah’a w Oklahoma City. W wyniku eksplozji setki pracowników rządowych i ich dzieci zostało rannych i zabitych.

David Koresh twierdził, że Piąta Pieczęć z szóstego rozdziału Księgi Apokalipsy przepowiada Armagedon, który rozpocznie się na Górze Karmel. Opisuje ona tych, którzy zostaną zabici za głoszenie Słowa Pana i wspomina o krótkim okresie oczekiwania, po którym cała społeczność zostanie zabita. Według Koresha, w związku z atakiem i przemocą, on i jego ludzie mieli osiągnąć zbawienie.

Badacze religijni i polityczny przewidywali, że wkrótce wśród innych grup religijnych mogą nastąpić podobne wydarzenia jak na farmie w Waco. Agenci FBI wyciągnęli wnioski z tej akcji i przy kolejnej okazji, podeszli do tego problemu zupełnie inaczej.

Okazją był konflikt z małą grupą chrześcijańskich patriotów w Garfield County w stanie Montana. Konflikt trwał od 25 marca do 13 czerwca 1996 roku. Ludzie ci nazywali siebie Wolnymi Ludźmi Montany (Montana Freemen). Ich głównym celem było obalenie rządu, który uważali za satanistyczny. Niektórzy z nich w ramach protestu przestali płacić podatki i pożyczki bankowe, w rezultacie czego przejmowano ich nieruchomości. Zamiast odpuścić, próbowali utworzyć swój własny, lokalny rząd i grozili aresztowaniem, a nawet powieszeniem, lokalnych urzędników państwowych. Te groźby sprowadziły na miejsce agentów FBI. Prokurator Generalna Janet Reno zastrzegła, że podczas akcji nie będzie zbrojnej konfrontacji.

Wolni Ludzie zebrali się na farmie pszenicy. Byli uzbrojeni. Agenci FBI tym razem mieli polegać tylko na swoich negocjatorach. Nikt nie chciał powtórki wydarzeń z Waco. FBI uniknęło działania zbrojnego, które potwierdziłoby wierzenia grupy w prześladowania. Cała sprawa zakończyła się bez jednego wystrzału, na sali sądowej, w związku z zarzutami uchylania się od płacenia podatków.

Jeśli podobał Ci się ten tekst to może warto docenić naszą pracę i wesprzeć nas na Patronite (kiknij tutaj). Dziękujemy 🙂

przygotował Michał, na podstawie tekstu Katherine Ramsland (CrimeLibrary.com)